PODZIEL SIĘ

W Kanadzie niszczeją luksusowe auta. Na jednym placu zgromadzono motoryzacyjne ofiary klęski żywiołowej, których nie opłaca się naprawiać

Na stacji ratowniczej ADESA w Vancouver w Kolumbii Brytyjskiej znajdują się ponad trzy tysiące nowych BMW i Mini, które zostały pozostawione na pastwę pogody już ponad cztery lata.

Nie są to zwykłe serie 3 lub 5 – zauważono tam również kilka M6 i M4 oraz Alpina. Oto, co spowodowało, że te BMW wylądowały tutaj. W lutym 2015 r. potężna burza zimowa spowodowała chaos w porcie Halifax, która podobnie jak nowa dostawa BMW i Mini w 2014 r. dotarła na brzeg.

Z rynku wycofano dokładnie 2 966 pojazdów, powołując się na to, że ich podzespoły były narażone na działanie wody i soli przez dłuższy czas. Zgodnie z oficjalnym komunikatem, modele Mini zostały uznane za narażone na zwiększone ryzyko kolizji z powodu korozji na złączach kabla zasilającego rozrusznik silnika, co może prowadzić do niemożności ponownego uruchomienia silnika po wyłączeniu silnika przez układ start-stop (MSA).

Modele BMW były narażone na zwiększone ryzyko kolizji, ponieważ smarowanie niektórych elementów wewnętrznych w układzie kierowniczym mogło być narażone na działanie nadmiernej ilości wody lub soli, co mogłoby spowodować zwiększenie siły koniecznej do kierowania. Ostrzegano również przed uszkodzeniem przewodów elektrycznych i złączy w samochodach. Lista modeli, których to dotyczyło, obejmuje modele BMW serii 2, serii 3, serii 4, serii 5, serii 6, serii 7, elektryczne i3, elektryczne i8, X1, Z4, Mini Coopery.

Decyzją BMW Kanada, samochody zostały wycofane z eksploatacji. Firma obawiała się fali usterek układów elektrycznych i pogorszenia trwałości produktów, które mogłoby odbić się negatywnie na wizerunku marki. Posiadacze egzemplarzy dotkniętych tym problemem, którzy zdążyli je odebrać, zanim podjęto decyzję o wycofaniu ich z użytkowania, oddawali auta do serwisów, otrzymywali samochody zastępcze i czekali na wyprodukowanie kolejnych sztuk przygotowanych według tej samej specyfikacji, za które zapłacił ubezpieczyciel. Trzy tysiące aut trafiło na plac w Vancouver.

I stoją tam do dziś.